Ciemna strona Kopi Luwak

Ciemna strona Kopi LuwakO jednej z najsłynniejszych kaw świata, napisano już wiele artykułów. Ta indonezyjska kawa jest jedną z najdroższych na świecie, swój łagodny smak zawdzięcza łaskunowi – zwierzęciu, które ją przetwarza. Łaskuny wybierają najdojrzalsze wiśnie kawowca, zjadają je a podczas procesów zachodzących w przewodzie pokarmowym zwierzęcia - smak i aromat ziaren zostaje (przewrotnie) uszlachetniony. Kawa podobno pyszna – konsumenci zadowoleni; hodowcy czerpią z niej duże zyski a co z najbardziej zainteresowanym – małym zwierzakiem?

Jeżeli wielbicielom tego gatunku kawy wydaje się, że łaskuny wydalają ziarna kawy beztrosko biegając na wolności, niestety są w błędzie. Sądzę, że są hodowcy, których chowy umożliwiają zwierzętom swobodne poruszanie się i kawy pochodzące z tych właśnie miejsc są najdroższe (dzikie zbiory są rzadkością). Kawowe lobby głosi, iż Kopi Luwak produkuje się tylko 500kg rocznie. Być może tej właśnie pozyskiwanej w sposób humanitarny. Faktycznie liczby te są bardzo mocno zaniżone.

Ciemna strona Kopi Luwak

Kawa ta początkowo była produktem ekskluzywnym (nie każdego stać na wydatek rzędu 2 tysięcy złotych za kilogram ziaren). Jednak jak w każdej branży znaleźli się ludzie węszący dobry interes. Obecnie liczne plantacje kopi luwak wyglądają podobnie. Łaskuny są łapane, zamykane w klatkach, karmione tylko i wyłącznie ziarnami kawowca – co nie jest dla nich pełnowartościową dietą. Klatki jak można się domyśleć są małe. Zwierzęta nie mają możliwości poruszania się, często to małe więzienie zamieszkiwane jest przez więcej niż jedną sztukę. Zwierzęta w takich warunkach stają się nie tylko agresywne ale i skłonne do autoagresji. Podatność na choroby oraz śmiertelność jest wśród nich ogromna.

Ciemna strona Kopi LuwakPytanie nasuwa się samo? Czy warto? Perspektywa spróbowania jednej z najsłynniejszych kaw świata wydaje się kusząca ale uważam, że bez certyfikatu humanitarnej plantacji nie odważyłabym się jej tknąć. Sumienie by nie pozwoliło. Dopóki nie istnieją odpowiednie organy kontroli, do tego procederu nie warto przykładać ręki. Podobno w najbliższych latach ma powstać certyfikat „cage free”. Myślę, że do tego czasu spokojnie wytrzymam.

PS. Zainteresowanych odsyłam do reportażu BBC, który nakręcili Guy Lynn i Chris Rogers.

Autorka artykułu:
Agnieszka Sarat - Serwisowa Mała Czarna

Agnieszka SaratMasz uwagi co do tego artykułu, chciałbyś o coś zapytać lub podzielić się czymś ciekawym? Dodaj komentarz lub napisz do mnie na adres:
agnieszka@cie-kawa.pl
  Chętnie odpowiem na każde pytanie.

I niech kawa będzie z Tobą! 😄☕️


Add comment

Required fields are marked with *. Every comment is subject to approval.

Author*

Website

Comment*

Please do not type anything here

Checking here, to indicate that you have read and agree to the terms of the Privacy Policy