Croissant w cappuccino - czyli kawa w wydaniu francuskim

Ostatnio mam szczęście do fajnych książek a czytam dużo, za co niestety nie podziękują mi za jakiś czas moje oczęta (okazało się, że literatura dotycząca sztuki kulinarnej, kulinarnych zasad, norm oraz historii, które doprowadziły do powstania utrwalonych dziś i czasami nietypowych zwyczajów jest absolutnie fascynująca). Niedawno w ręce wpadły mi „Żywoty zdań swawolnych” Ludwika Stommy. Nie traktuje ona w całości o jedzeniu, napojach i napitkach - jest zbiorem literackich perełek dotyczących właściwie wszystkiego, począwszy od bidetu i kąpieli (o syfilisie nie wspomnę;) poprzez dzieciństwo i misia aż do szampana czy croissanta w kawie. I o tym croissancie a raczej kawie chciałabym napisać…

"Elegancja – Francja" mówimy w Polsce o czymś gustownym, szykownym, wytwornym czy wykwintnym. Bo właśnie taki a nie inny stereotyp francuskości mamy utrwalony. I jest w tym trochę prawdy, chociażby moda francuska, światowej sławy projektanci czy też ich narodowa kuchnia wpisana nawet na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO (to naprawdę coś, poza nią na liście tej znajduje się jedynie kuchnia japońska). A tutaj masz Ci los - maczanie paluchów w kawie! Chciałoby się rzec… pardon my french, cholernie nieeleganckie i z finezją nie mające nic wspólnego.

Ale tak właśnie jest. Skąd ten zwyczaj? Z dalekiej, sięgającej XVIII wieku historii, kiedy to na Martynikę dotarły pierwsze sadzonki Arabiki pochodzące z paryskiego ogrodu botanicznego. Wkrótce wyspa słynie z produkcji kawy a pieniądze zdobyte ze sprzedaży ziaren zasilają francuskie skarbce wartkim strumieniem. Jednak w międzyczasie okazuje się, że w Brazylii istnieją warunki idealne do uprawy kawowca. Sytuacja nie wygląda już tak wesoło – podaż przekracza popyt. Kawa musi zejść nieco niżej z drabiny społecznej. Co zrobić, aby zasmakowali w niej ubodzy robotnicy, miejska biedota i prości wieśniacy? Oczywiście – obniżyć ceny do kwoty chociażby mleka. W ten oto sposób napar z kawy stał się francuską „zupą ludową”. Przed rozpoczęciem pracy w polu francuscy chłopi wlewali zaparzoną kawę do talerzy, uzupełniali cząstkami chleba, czasami nawet dodawali trochę smalcu, po czym spożywali tę pobudzającą breję.

Początek XX w. wlał kawę z powrotem do filiżanek, jednak zwyczaj maczania pieczywa – tym razem zgrabnego croissanta - pozostał. Tak to ujął Ludwik Stomma: „Maczając croissanta w kawie powtarza Francuz gest swoich przodków z Owernii, pochylonych nad poranną miską przed wyjściem w pole.”

Świetna historia, czyż nie? Nigdy nie widziałam Francuza z kawą i rogalikiem w dłoni, gdyż z ichnich ziem uświadczyłam jedynie Korsykę a jak wiadomo Korsykanin nazwany Francuzem może się głęboko obrazić. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu nie przejął tego historycznie uwarunkowanego zwyczaju. Ale może kiedyś w takim np. Paryżu, marszcząc nos na widok kawy spływającej po rogaliku i niechlujnie kapiącej na spodek, przypomnę sobie tę opowieść. Polecam przeczytanie całej książki, naprawdę warto!

Autorka artykułu:
Agnieszka Sarat - Serwisowa Mała Czarna

Agnieszka SaratMasz uwagi co do tego artykułu, chciałbyś o coś zapytać lub podzielić się czymś ciekawym? Dodaj komentarz lub napisz do mnie na adres:
agnieszka@cie-kawa.pl
  Chętnie odpowiem na każde pytanie.

I niech kawa będzie z Tobą! 😄☕️


Add comment

Required fields are marked with *. Every comment is subject to approval.

Author*

Website

Comment*

Please do not type anything here

Checking here, to indicate that you have read and agree to the terms of the Privacy Policy