Kawa dla elit i plebsu w Polsce czasów saskich według Jędrzeja Kitowicza

Kawa dla elit i plebsu w Polsce czasów saskich według Jędrzeja KitowiczaDzieło życia Jędrzeja Kitowicza, pt.: „Opis obyczajów za panowania króla Augusta III”, jest chyba najświetniejszym źródłem poznania codzienności szlachty polskiej w epoce jej największego rozpasania, z jakże wyrazistym i budzącym u czytelnika najbardziej skrajne uczucia, portretem jej obyczajów.

Nie chcę skupiać się na samej sylwetce autora utworu, który tak naprawdę opisuje nie tylko życie samej szlachty, lecz i innych stanów społeczeństwa ówczesnej Rzeczypospolitej. Jednakże tej pierwszej poświęca najwięcej miejsca – bo gdzie indziej szukać takiego bogactwa zachowań przy ucztowaniu, gdzie znaleźć tyle recept na jadło i napitki. Tylko w pańskim dworze. A że Polska saska zasłynęła z zamiłowania do kulinarnego zbytku wśród elit, olbrzymią część dzieła Jędrzeja Kitowicza wypełniają fragmenty, w których autor właśnie to zamiłowanie bardzo skrzętnie opisuje.

Opisy te śmieszą, dziwią, pobudzają zmysły smakowe, by za chwilę obrócić wszystko we wstręt na myśl o tym, co jedzono, pito i w jak niehigieniczny sposób było to czynione:

„Komu się nie dostało serwety, zasłonił się chustką od nosa, choć czasem utabaczoną, co nic gospodarza domu ani wspólników bankietu nie obchodziło. Z jednej szklanki pili za koleją lub z jednego puchara, nie brzydząc się kroplami napoju, które z wąsów jednego spadały w puchar podawany drugiemu. Biała płeć nawet nie miała mierziączki przytykać swoich ust delikatnych do puchara, w kolej idącego, po wąsach uszarganych. Jak zaś nastały kielichy szklanne i kieliszki, nastała zarazem i obrzydliwość cudzej gęby.”

Nas oczywiście najbardziej interesuje kawa. Co autor pisze na jej temat? W jaki sposób spożywali ją nasi przodkowie?..

Według słów Jędrzeja Kitowicza, kawa była na samym początku napojem elit. Jej picie stało się przywilejem. Bogata szlachta szybko doceniła walory czarnego naparu, który mogła pić w trakcie ucztowania, zamiast podłej jakości wina, bo – według słów autora – jednego z drugim mieszać nie było w zwyczaju. Natomiast z wódką już owszem. Szczególnie podczas picia kawy do śniadania. Chętnie raczono się przy tym gorzałką. Brzmi jak barbarzyństwo? Moim skromnym zdaniem, nie do końca. Dziś kawę piję się z koniakiem lub mocnym likierem i raczej nie winem. A że w ówczesnych dworach pewnie próżno było szukać Martella lub jego odpowiednika wśród likierów, ich niedobór rekompensowano sobie wódką.

Z czasem, pisze autor: „Kawa od ludzi majętnych przeszła nareszcie do całego pospólstwa, podniosły się po miastach kafenhauzy; szewcy, krawcy, przekupnie, przekupki, tragarze i najostatniejszy motłoch udał się do kawy.”.

Ale jaka to była kawa? Z racji na cenę tejże nowości, nie spożywano na ogół czystego naparu, lecz dla oszczędności wytwarzano go z mieszanek. Jak zatem sobie z tym radzono? Otóż, do danej porcji kawowego ziarna dodawano paloną pszenicę lub – co bardzo interesujące – palony groch. Następnie tłuczono to razem w moździerzu i gotowano we wrzątku. Jędrzej Kitowicz pisze, że mało to miało wspólnego z prawdziwą kawą ale Ci, co spożywali taki napar, byli dumni, że stać ich na dworski napitek, ba!, nawet popadali w nałóg pijąc to coś – podobny do alkoholowego i tabakowego. Zatem można się domyślać, że kofeina w tym była.

Tak o najpodlejszej kawie swoich czasów pisze autor: „Nie była już wtenczas droga: za sześć groszy miedzianych dostał filiżanki kawy z mlekiem i cukrem, lecz też taka była i kawa: łut kawy dla zapachu, cztery luty pszenicy palonej, trocha faryny cukrowej, łyżka mleka roztworzonego wodą -smakowało to jednak prostactwu, nie znającemu smaku czystej kawy, dobrze sporządzonej.”

Wnioskować więc można, że przyzwoita kawa nadal pozostawała poza zasięgiem wszystkich grup społecznych. I czy nie jest tak zawsze, że rzeczy wraz z masowym przyrostem na rynku, tracą na jakości? Cóż, pod tym względem niewiele się zmieniło, choć dla zawodowego historyka tajemnicą nie jest, że czasy różnią się od siebie nie tylko ilościowo ale i jakościowo. Raz jest czegoś mniej, raz więcej, ale i jakość jednej rzeczy dzisiaj, nie oznacza jakości tej samej rzeczy dawniej. Cieszmy się więc i z takiej kawy, jaką mamy obecnie, bo pewnie większość z nas miałaby poważne opory nawet przed umoczeniem ust w filiżance czarnego naparu dla ludu z czasów Króla Sasa.

Pochodzący z epoki obraz pędzla Johanna Samuela Mocka, „Wjazd Augusta III do Warszawy”.

Autor artykułu:
Bogumił Bronowicz - Szaman Palenia Kawy

Autor artykułu: Bogumił Bronowicz - Szaman Palenia Kawy

Masz uwagi co do tego artykułu, chciałbyś o coś zapytać lub podzielić się czymś ciekawym? Dodaj komentarz lub napisz do mnie na adres: bogumil@cie-kawa.pl Chętnie odpowiem na każde pytanie.

I niech kawa będzie z Tobą! 😎☕️


Add comment

Required fields are marked with *. Every comment is subject to approval.

Author*

Website

Comment*

Please do not type anything here

Checking here, to indicate that you have read and agree to the terms of the Privacy Policy