Kawa po sarmacku

Kawa po sarmackuMało jest tak chętnie cytowanych zdań z literatury polskiej, jak to, które sformułował w swoim dziele, pt. „Nowe Ateny”, pełnym „wszelkiej sciencyi”, imć kanonik kijowski Benedykt Chmielowski. Bo któż nie zna słynnej definicji, którą sformułował dla najpopularniejszego w swoich czasach środka transportu, „Koń jaki jest, każdy widzi”.

Nie dziwmy się księdzu Chmielowskiemu. W czasach, w których żył, wiele rzeczy nie było tak oczywistymi, jakimi są teraz a dostęp do informacji – cóż, był niewspółmiernie bardziej ograniczony niż obecnie. Autor pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej, bo za takiego jest uważany, był człowiekiem ze wszech miar oczytanym. Poza obowiązkami wynikającymi ze służby kapłańskiej, pracował też jako nauczyciel. Wśród ówczesnych na pewno wyróżniał się wiedzą. A co napisał na temat interesującej nas kawy...?

W dziele Chmielowskiego informacja o kawie pojawia się trzykrotnie. W pierwszym fragmencie, autor podaje jej definicję, znacznie bogatszą od tej na temat konia. Skupia się w niej na przedstawieniu pochodzenia i popularności trunku wśród znajomych sobie nacji, ale też na znanych nam wszystkim skutkach picia czarnego naparu. Z drugiego fragmentu dowiadujemy się innych ciekawych rzeczy, na przykład, zdaniem autora, kawę wymyślili Turcy i Arabowie z „bobu Arabskiego”. Czyżby tak nazywano w XVIII-wiecznej Polsce krzew kawowca z rodziny marzanowatych, z którego pozyskujemy ziarna?

Zastanawiające są jeszcze dwa stwierdzenia pisarza. Podaje on bowiem, że poza Azją: „Caffa teraz i w Hollandyi rodzi się przy ciekawości i Industryi tamecznych Obywatelów.”. Jak to rozumieć? Chyba nie w ten sposób, że kawę uprawiano w Niderlandach, bo poza doniczką byłoby to niemożliwe. Można się jedynie domyślać, że ziarno trafiało do Polski właśnie stamtąd. Wiadomym jest, że to właśnie Holendrzy jako pierwsi, bo około 1658 roku, założyli w swoich koloniach na Cejlonie oraz Jawie plantacje kawy i to oni, będąc wytrawnymi kupcami, pioniersko importowali ją na Stary Kontynent.

Ciekawy jest też zapis samego słowa „kawa” przez autora. Sugeruje on bowiem, że w epoce powstawania dzieła, nie ustaliła się jeszcze jedna, ogólnie przyjęta nazwa dla tego trunku. Chmielowski używa naprzemiennie pisowni „koffe”, „kaffe”, „caffa” i „kawa”. Przy tym słowo „koffe” ma być określeniem książkowym a np., „kaffe” pospolitym (cyt: „vulgo”). Dziwne, bo według internetowego słownika łacińskiego, w którym szukałem intuicyjnie najbardziej prawidłowej formy słowa „kawa” dla czasów Chmielowskiego, żadnego z tych określeń nie znalazłem. Odszukałem za to takie translacje, jak: „coffeum” lub „potus arabicum”, czyli dosłownie „napój arabski”. Przyznam, że byłem tym zaskoczony, zważywszy na ogromną liczbę makaronizmów w przytaczanym dziele, tak charakterystycznych dla czasów, w których powstawało.

We fragmencie encyklopedii o bezkrytycznie brzmiącym tytule: „Życia ludzkiego przydłużenia sekret i industria”, Chmielowski też wspomina o kawie, którą obok saletry i „snu smacznego”, jaki ma się po zażyciu „fiałków”, sałaty gotowanej, syropu z róży suchej, szafranu, „melissy”, chleba w winie Malwatyckim maczanego, pigwy i gruszki pieczonej. Według przykładu przytoczonego przez autora, pewien starzec:

„(...)temi trzema rzeczami życia przydłużył sobie:

Słodyczy zażywając, nigdy surowizny,
Ciepło się konserwując, dożyłem siwizny.
Przydłużają starym życia kawa, cykolata, rosół.

Obraz olejny „Uczta u Radziwiłłów” pędzla Aleksandra Ostrowskiego, datowany na pierwszą połowę XIX wieku.

Nawiasem mówiąc, ciekawe czy już wtedy kawę z ową „cykolatą” pito? Wiadomo z dzieła Jędrzeja Kitowicza, które cytowałem wcześniej w artykule: Kawa dla elit i plebsu w Polsce czasów saskich według Jędrzeja Kitowicza, że za Augusta II Mocnego i Augusta III Sasa, znano już kawę z mlekiem i cukrem. Jedno jest natomiast pewne, Kitowicz jak i Chmielowski, potwierdza ówczesną wiarę w zdrowotne właściwości czarnego naparu, pisząc o nich nawet z pewną ironią w taki oto sposób:

Z tych, co się zbytecznie włożyli w kawę, ledwo który otworzył oczy, zaraz mu do łóżka niesiono kawę; bo było uprzedzenie od doktorów zatwierdzone, że wstawać z łóżka na czczo, a jeszcze bardziej wychodzić tak na wiatr, jest niezdrowo. Dlatego panie nabożne, kiedy miały przyjmować komunią, spieszyły się do niej jak najraniej, a po przyjętej jeszcze spieszniej powracały do domu, gotowe wyprać po pysku sługę, policzki jej wyszczypać z wielkiej gorliwości, jeżeliby za wstąpieniem w próg kawy gotowej nie zastały.”.

W dzisiejszych czasach też docierają do nas różne informacje na temat właściwości zdrowotnych kawy. Przykładowo, podobno mała czarna lub dwie (nie więcej!) w ciągu dnia, przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Co do picia kawy na czczo, tutaj panuje raczej zgodność, że nie jest to najlepsze posunięcie, szczególnie dla osób o delikatnym żołądku. Cóż, może za trzysta lat ktoś czytając o naszym stanie wiedzy na ten temat, też uśmiechnie się do siebie pod nosem.

Autor artykułu:
Bogumił Bronowicz - Szaman Palenia Kawy

Autor artykułu: Bogumił Bronowicz - Szaman Palenia Kawy

Masz uwagi co do tego artykułu, chciałbyś o coś zapytać lub podzielić się czymś ciekawym? Dodaj komentarz lub napisz do mnie na adres: bogumil@cie-kawa.pl Chętnie odpowiem na każde pytanie.

I niech kawa będzie z Tobą! 😎☕️


Add comment

Required fields are marked with *. Every comment is subject to approval.

Author*

Website

Comment*

Please do not type anything here