Świeżo palona kawa w kolonialnym stylu – odwiedzamy „Pożegnanie z Afryką” w Krakowie

Jeśli chcesz przenieść się w świat XIX-wiecznej palarni kawy z małym sklepikiem w kolonialnym stylu, oferującym bogactwo kaw i herbat z całego świata, zajrzyj koniecznie do “Pożegnania z Afryką” przy ul. św. Tomasza w Krakowie. Odwiedzam tę kawiarnię o różnych porach roku od czasów studiów i z przyjemnością przybliżę Ci jej wyjątkowy klimat.

PODRÓŻ NA DALEKIE LĄDY

„Pożegnanie z Afryką” to kawiarnia w pełni i z serca dedykowana kawie. Jej nazwa to oczywiście nawiązanie do kultowego romansu o tym samym tytule, którego akcja rozgrywa się wśród plantacji kaw w Kenii początków XX wieku. I właśnie taki nastrój przywołuje krakowska kawiarnia. Mieści się na parterze w ładnie odnowionej historycznej kamienicy. Otwierając drewniane drzwi, od razu dobiega nas słodkawy, nieco czekoladowy zapach ziaren kawy, który unosi się w kawiarni, jak i małym sklepiku w pomieszczeniu obok. 

Fot. 1. „Pożegnanie z Afryką”, wejście od ulicy św. Tomasza

Kawiarnia jest malutka, jest tam dosłownie kilka stolików, w tym bardzo przytulne miejsce z poduszkami na szerokim parapecie. Zwykle jest cicho, a przez okno możemy obserwować niespieszną ulicę św. Tomasza, przecznicę od bardzo gwarnej i turystycznej Floriańskiej.

Wystrój sprawia, że nasza wyobraźnia przywołuje obrazy południowoamerykańskich czy afrykańskich plantacji kawy dojrzewającej na górskich zboczach. Na ścianach wiszą worki po kawie, zdjęcia oraz pocztówki przesłane przez gości z całej Polski i dalej. Dominuje ciemne drewno, a nastrój buduje nieco przyciemnione ciepłe światło oraz sznury lampek. Na półkach wysoko ponad stolikami stoją zabytkowe aparatury do mielenia i parzenia kawy. Niektóre z nich, z rurkami i szklanymi pojemnikami, przywodzą na myśl sprzęty, jakie mogły znajdować się w XIX-wiecznym laboratorium chemika. Jest coś eksperymentalnego w parzeniu kawy do dziś i szczęśliwie, w kawiarni „Pożegnanie z Afryką” można ową alchemię parzenia poobserwować, o czym przekonam się za chwilę.

BOGACTWO KAW Z CAŁEGO ŚWIATA

W menu znajdziemy nie tylko listę kaw z całego świata, ale także informacje na temat ich uprawy, smaku, aromatu oraz technik parzenia. Przy zamówieniu wybieramy rodzaj kawy, w większości przypadków także typ palenia (jasno lub ciemno palona, palenie odbywa się na miejscu) oraz sposób przyrządzenia. Do wyboru mamy klasyczną kawiarkę (w menu kryje się pod nazwą „Szeherezada”), aeropress, chemex (zaparzacz z filtrem), French press (zaparzacz z tłokiem) oraz tygielek, czyli prawdziwą kawę po turecku.

 
Fot. 2. Przytulne wnętrze i bar kawiarni   Fot. 3. We wnętrzu znajdziemy dużo obiektów i książek o kawie oraz pocztówek od zadowolonych klientów


Mój wybór padł na „Szeherezadę”, przyznaję, że po prostu spodobała mi się ta nazwa. Wiedziałam już, jak chcę mieć podaną kawę, ale prawdziwym wyzwaniem było wybranie którą! Wybór był już dużo trudniejszy – menu to prawdziwa skarbnica wiedzy o kawie i jego lektura może zająć dłuższą chwilę. Podczas swojej ostatniej wizyty spróbowałam dwóch kaw – peruwiańskiej oraz meksykańskiej. Kawa z Meksyku o nazwie Maragogype to odmiana arabiki, charakteryzująca się dużymi ziarnami. Jest opisana jako łagodna, o pięknym bukiecie z wyczuwalnym smakiem koniaku. Druga kawa, Chanchamayo (wym. Czancza-majo) Washed jest uprawiana w środkowym Peru przez Indian z plemienia Yanesha. Chanchamayo to nazwa regionu, w którym działają niewielkie plantacje i kooperatywy skupiające farmerów. Kawa ta przetwarzana jest wyłącznie metodą mytą (czyli washed). Te bogate informacje zawarte w menu obudziły moją pasję do etnografii i bez wahania zamówiłam kawę peruwiańskich Indian, ciemno paloną.

Tak jak myślałam, kawy okazały się zupełnie inne w smaku i aromacie, ale o tym za chwilę.

ALCHEMIA PARZENIA

Obsługa „Pożegnania z Afryką” chętnie pokazuje i opowiada o procesie przygotowywania kawy. Wszystko dzieje się przy głównym barze, więc można swobodnie obserwować każdą z wykonywanych czynności. Zaczyna się od zlokalizowania ziaren wybranej kawy na pięknej, drewnianej półce pełnej różnych słoików i aparatur do parzenia. Na małej wadze baristka odmierza pożądaną ilość, następnie mieli ziarna i przechodzi do konkretnego sposobu zaparzania. Moja kawa była robiona w kawiarce na ogniu. Obserwowanie zręcznych ruchów baristki wykonywanych z nieśmiałym uśmiechem, ale dużą pewnością to spora atrakcja tej kawiarni. Można także spytać o pochodzenie kaw, tajniki ich parzenia oraz trening, jaki każdy barista musi przejść przed przystąpieniem do pracy. Gdy moja kawa powolutku dojrzewała na ogniu, miałam okazję zapytać obsługę o najczęściej wybierane kawy. Okazuje się, że nie ma zdecydowanych faworytów. Większość klientów wybiera kawy łagodne, ale naprawdę z różnych stron świata. Do „Pożegnania z Afryką” przychodzą próbować i szukać nowych smaków.

 
Fot. 4. Pokaz parzenia kawy zaczyna się od zważenia porcji ziaren   Fot. 5. Peruwiańska i meksykańska kawa w przygotowaniu


I już po chwili na moim stoliku znajduje się kawiarka oraz mała filiżanka z ziarnem kawy, której zaraz spróbuję. Kawa z Peru posmakowała mi bardziej ze względu na niską kwasowość, łagodny, nieco czekoladowy smak, idealny na poranek. Ciemno palona meksykańska kawa przypadnie do gustu, jeśli szukamy wyrazistego, mocnego smaku. Dla mnie była trochę za mocna i ziemista w smaku. Dodanie odrobiny cukru zmieniło jednak jej smak na tyle, że zamówiłabym ją ponownie pomimo mieszanych uczuć na początku.

NIE TYLKO KAWA

Choć „Pożegnanie z Afryką” od 1993 roku działa przede wszystkim jako kawiarnia w dosłownym tego słowa znaczeniu, w menu znajdziemy także szeroki wybór herbat liściastych, opisanych w sposób tak samo profesjonalny i wyczerpujący jak kawa. Są też ciasta i inne drobne słodkości. W kawiarni możemy korzystać z Wi-Fi.

Polecam zajrzenie do sklepiku kawiarni – znajduje się tam cała masa kaw ziarnistych palonych bezpośrednio, herbat oraz takich delikatesów jak smakowe sosy, musztardy czy ręcznie robione czekolady. Można śmiało pytać obsługę o produkty, jak i niezwykle klimatyczny, kolonialny wystrój tego miejsca. Pan, który tam pracuje, jest prawdziwym znawcą tematu – opowiada gościom o kawie od ponad 25 lat. Jest to jedno z miejsc, które warto wspierać i do którego przychodzi się nie tylko po produkt, ale przede wszystkim rozmowę i wspaniałe doświadczenie zanurzenia się w świat kawy od ziarenka po finalną filiżankę z naparem.  

 
Fot 6. Czarna, mocna, ciemno palona kawa z Meksyku   Fot. 7. Przejście do sklepiku znajduje się zaraz obok kawowej mapy świata

 

 

Autor:

Emilia Pawłusz

 


Add comment

Required fields are marked with *. Every comment is subject to approval.

Author*

Website

Comment*

Please do not type anything here

Checking here, to indicate that you have read and agree to the terms of the Privacy Policy